Może na początek powinienem wyjaśnić czym jest minimalizm, bo o ile wiadomo, że chodzi o zachowanie pewnej skromności to jednak temat jest znacznie szerszy. Nie chodzi bynajmniej o to by zmuszać się do ograniczania wydatków za wszelką cenę, lecz mówiąc dość ogólnie "zwolnić tempo życia". Nie ma się przecież gdzie śpieszyć...
Wyobraźmy sobie na przykład, że w naszym pokoju nie stoi właśnie wiele mebli a jedynie przedmioty z których aktualnie korzystamy. Od razu widoczne jest, że mniej rzeczy nas rozprasza, zatem także nasza produktywność powinna rosnąć. Tytuł wpisu jest zatem nico mylący, jednak nie do końca.
Niektóre elementy obu technik spędzania czasu niebezpiecznie na siebie zachodzą. Zgodnie z produktywnym stylem życia nie ma bowiem mowy o jakimkolwiek zatrzymywaniu się. Trzeba wycisnąć jak najwięcej z każdej sekundy, którą mamy do dyspozycji. Oczywiście nie zakłada to ciągłej pracy ale na przykład czynny wypoczynek, który wpływa również na nasz rozwój.
Co więc powinno nam przynieść największe zyski? Jak to najczęściej bywa - odnalezienie złotego środka, który jest dopasowany do naszej osobowości. Niektórzy są z natury bardziej spokojni a inni nawet po przepracowanym dniu tryskają energią.
Należy jednak pamiętać, że skupienie się na jednym zadaniu niezwykle podnosi naszą produktywność i na przykład przygotowując prezentację, nie jest zalecane rozmawianie przez Skype czy nawet słuchanie muzyki. Odpowiednio dozowany minimalizm może więc podnieść zauważalnie naszą produktywność i ostatecznie sprawić, że również nasze zarobki wzrosną.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz