Czasem wydawanie pieniędzy może nas przybliżyć do naszej fortuny, choć w większości przypadków jest dokładnie odwrotnie. Co tak magicznie sprawia, że straty nagle przeradzają się w zyski? Odpowiedź jest bardzo prosta - psychika.
Jestem fanem teorii, że bogactwo to właściwie nie ilość pieniędzy w portfelu a stan umysłu. Większość "milionerów z przypadku", którzy swoje fortuny wygrali na przykład na loterii bądź odziedziczyli, szybko wraca do poprzedniego stanu majątkowego, gdyż zwyczajnie nie są gotowi na tak duże psychiczne wyzwanie.
Inwestowanie i zarządzanie pieniędzmi to proces, którego uczymy się przez całe życie i oczywiste jest, że nie powinniśmy zaczynać od dużych pieniędzy, co przy standardowym "dorabianiu się" odbywa się zgodnie z zasadami praw rynku - gdy na początku niewiele posiadamy, niewiele możemy także stracić.
Gdzie w tym wszystkim znajduje się miejsce na wydawanie? Otóż właśnie w naszej podświadomości. Różne badania wykazały, że warto pozwolić sobie (oczywiście od czasu do czasu) na coś niecodziennego - na przykład droższe perfumy, jedynie po to by podświadomie poczuć się bogatszym. Podobnie zalecane jest wspieranie organizacji charytatywnych, co naszemu umysłowi powie ni mniej ni więcej, że stać nas nawet na to by wspierać innych.
Nie wiem czy nie mieliście kiedyś wrażenia, że pieniądze właściwie kleją się ludzi bogatszych a "biednemu zawsze wiatr w oczy". Jak to napisała swego czasu Zofia Nałkowska "człowiek staje się podobny do swojego losu", zatem pozostaje nam wyznaczyć tylko w umyśle ścieżkę, którą chcemy podążać by rzeczywistość zaczęła się do naszych planów dopasowywać.
Całość może się wydawać bardzo oderwana od rzeczywistości, jednak nawet myśląc logicznie - która z dwóch osób zaryzykuje by podjąć swój biznes? Ktoś kto całe życie magazynował każdy grosz, czy może osoba pozwalająca sobie czasem na pewne ryzyko i ekstrawagancję?
czwartek, 11 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz